Ta sama składka, różna wypłata. Pułapki porównywania polis
Dwie polisy w tej samej cenie. Jedna wypłaci 40 000 zł, druga – nic.
Pani Katarzyna z Warszawy i Pan Tomasz z Krakowa kupili ubezpieczenie AC w tym samym tygodniu. Obaj zapłacili około 1 800 zł. Obaj mieli kolizję miesiąc później. Pani Katarzyna dostała pełne odszkodowanie. Pan Tomasz – odmowę. Różnica? Jeden zapis w OWU, którego żaden z nich nie przeczytał.
To nie jest wymyślona historia. To schemat, który widzimy w naszej agencji regularnie. Klienci przychodzą z odmowami wypłaty i pytają: „Jak to możliwe? Przecież miałem ubezpieczenie!". Mieli. Ale nie takie, jakiego potrzebowali.
Problem w tym, że porównywanie ofert ubezpieczeniowych to pułapka. Nie dlatego, że ubezpieczyciele celowo oszukują – ale dlatego, że każdy z nich używa innych definicji, innych limitów i innych wykluczeń. Dwie polisy o tej samej nazwie i podobnej cenie mogą dawać zupełnie różną ochronę. A Ty dowiesz się o tym dopiero przy szkodzie.
Dlaczego porównywarki internetowe mogą Ci zaszkodzić
Wpisz w Google „porównaj ubezpieczenie samochodu" i dostaniesz dziesiątki wyników. Porównywarki obiecują: „Znajdź najtańsze OC w 2 minuty!". I rzeczywiście – znajdziesz. Ale czy najtańsze oznacza najlepsze?
Oto czego porównywarki Ci nie pokażą:
- Różne definicje szkody całkowitej. W jednym towarzystwie szkoda całkowita to 70% wartości auta. W innym – 80%. Masz samochód warty 50 000 zł i szkodę za 36 000 zł? W pierwszym przypadku dostaniesz wypłatę za szkodę całkowitą, w drugim – naprawę, która może ciągnąć się miesiącami.
- Limity assistance, które nic nie znaczą. „Assistance w cenie!" – brzmi świetnie. Ale jeden ubezpieczyciel holuje do 100 km, inny do 250 km, a jeszcze inny – bez limitu. Zepsujesz się 150 km od domu i nagle różnica jest bardzo konkretna: 0 zł albo 400 zł z własnej kieszeni.
- Ukryte franszyzy. Niektóre polisy AC mają udział własny 500 zł, inne 1 000 zł, a jeszcze inne – procentowy (np. 10% wartości szkody). Przy większej szkodzie to różnica tysięcy złotych.
- Wyłączenia terytorialne. Jedziesz na narty do Austrii? Sprawdź, czy Twoje AC działa poza Polską. Niektóre polisy obejmują całą Europę, inne – tylko wybrane kraje, a najtańsze – wyłącznie Polskę.
Porównywarka pokaże Ci cenę. Nie pokaże, że za tę cenę kupujesz dziurawy parasol.
Historia Pana Marka: AC za 1 600 zł, które nie wypłaciło ani złotówki
Pan Marek prowadzi firmę transportową pod Łodzią. Kupił AC dla swojego prywatnego auta – rocznego SUV-a wartego 180 000 zł. Wybrał ofertę z porównywarki: 1 600 zł rocznie, znane towarzystwo, wszystko wyglądało profesjonalnie.
Pół roku później ktoś włamał się do auta na parkingu centrum handlowego. Skradziono radio, nawigację i airbagi. Szkoda wyceniona na 28 000 zł.
Odmowa wypłaty.
Powód? W OWU było napisane, że kradzież części wymaga „sforsowania zabezpieczeń pojazdu". Złodziej wszedł przez uchylone okno, które Pan Marek zostawił na wentylację. Technicznie – nie było włamania, bo okno nie zostało „sforsowane".
Inne towarzystwo, inna polisa – wypłaciłoby bez problemu, bo ich OWU definiuje kradzież szerzej. Ale Pan Marek tego nie wiedział. Bo kto czyta 40 stron OWU przy zakupie online?
Takich historii mamy dziesiątki. Różnią się szczegółami, ale schemat jest ten sam: klient porównał ceny, wybrał najtańszą opcję, a potem dowiedział się, że „najtańsza" oznaczała „najgorsza".
Nie chcesz skończyć jak Pan Marek?
Porozmawiaj z agentem, który przeczyta OWU za Ciebie.
5 zapisów w OWU, które kosztują kierowców tysiące złotych
Przez 30 lat w branży nauczyliśmy się, gdzie szukać problemów. Oto klauzule, które najczęściej „gryzą" przy wypłacie odszkodowania:
- „Amortyzacja części" w kosztorysie. Niektóre towarzystwa przy wycenie szkody odejmują amortyzację – nawet 50% wartości części. Twój zderzak kosztuje 2 000 zł, ale dostaniesz 1 000 zł, bo „część była już częściowo zużyta". Inne towarzystwa płacą za nowe części bez potrąceń.
- „Brak oryginalnych części". Ubezpieczyciel może wycenić naprawę na zamiennikach, nie na oryginałach. Przy autach premium różnica sięga tysięcy złotych. Sprawdź, czy masz opcję „naprawy w ASO".
- „Udział własny przy każdej szkodzie". Masz AC z franszyzą 500 zł? Przy jednej szkodzie rocznie to OK. Ale przy trzech drobnych szkodach (parkingowe otarcia, gradobicie, stłuczka) tracisz 1 500 zł. Są polisy z franszyzą tylko przy pierwszej szkodzie.
- „Wyłączenie szkód parkingowych". Niektóre tanie AC nie obejmują szkód powstałych na parkingu, gdy sprawca jest nieznany. A to jeden z najczęstszych typów uszkodzeń w miastach.
- „Limit na wynajem auta zastępczego". Twoje auto jest w naprawie 3 tygodnie. Polisa daje auto zastępcze na 5 dni. Resztę płacisz sam – około 150 zł dziennie. To 2 400 zł, których nikt Ci nie zwróci.
Każdy z tych zapisów jest legalny. Każdy jest napisany w OWU. Problem w tym, że nikt ich nie porównuje przy zakupie – bo porównywarki pokazują tylko cenę i ogólny „zakres ochrony".
Dlaczego standaryzacja ubezpieczeń nie istnieje (i raczej nie będzie istnieć)
W teorii wszystkie polisy OC w Polsce dają tę samą ochronę – to ubezpieczenie obowiązkowe, regulowane ustawą. Ale nawet tu są różnice: assistance, ochrona prawna, NNW kierowcy – te dodatki różnią się drastycznie.
Przy ubezpieczeniach dobrowolnych (AC, mieszkanie, firma) standaryzacja nie istnieje. Każde towarzystwo ma własne OWU, własne definicje, własne wyłączenia. I to nie jest błąd systemu – to strategia.
Brak standaryzacji pozwala ubezpieczycielom konkurować nie tylko ceną, ale też zakresem. Problem w tym, że ta konkurencja działa na niekorzyść klienta, który nie jest ekspertem. Bo jak porównać 40 stron OWU jednej firmy z 45 stronami innej, gdy używają różnych terminów na to samo?
Przykład: „kradzież" w jednym OWU oznacza kradzież z włamaniem. W innym – każdą kradzież. W trzecim – kradzież potwierdzoną umorzeniem postępowania przez policję. To trzy różne produkty pod tą samą nazwą.
Jak naprawdę porównywać oferty ubezpieczeniowe?
Skoro porównywarki nie wystarczą, a OWU są nieczytelne – co robić? Oto metoda, którą stosujemy z klientami:
Krok 1: Zdefiniuj, przed czym chcesz się chronić.
Nie „chcę AC", tylko: „chcę ochronę przed kradzieżą, bo parkuję na ulicy" albo „chcę pełną naprawę w ASO, bo mam nowe auto na gwarancji". Konkretne potrzeby pozwalają filtrować oferty.
Krok 2: Zadaj te same pytania każdemu ubezpieczycielowi.
Nie „jaki macie zakres?", tylko:
- – Jaki jest limit kilometrów na holowanie?
- – Czy jest udział własny i jaki?
- – Co oznacza „szkoda całkowita" w waszych OWU?
- – Czy polisa działa w całej Europie?
- – Jak wygląda wycena szkody – czy stosujecie amortyzację części?
Krok 3: Porównaj odpowiedzi, nie ceny.
Często okazuje się, że polisa droższa o 200 zł rocznie daje ochronę wartą tysiące złotych więcej przy szkodzie. To nie jest „przepłacanie" – to inwestycja w spokój.
Krok 4: Albo oddaj to komuś, kto robi to zawodowo.
Niezależny agent (multiagent) nie pracuje dla jednego towarzystwa. Jego zadaniem jest znaleźć najlepszą ofertę dla Ciebie, nie sprzedać konkretny produkt. I – co ważniejsze – zna OWU na pamięć, bo to jego codzienna praca.
Co robimy inaczej w Magro?
Nie jesteśmy porównywarką. Jesteśmy agencją z 30-letnim doświadczeniem, która porównuje warunki, nie tylko ceny.
Kiedy klient przychodzi po ubezpieczenie samochodu, nie pytamy tylko o markę i rocznik. Pytamy: gdzie parkujesz? Jak często jeździsz? Czy wyjeżdżasz za granicę? Czy auto jest na kredyt lub w leasingu? Od tych odpowiedzi zależy, które OWU będą dla Ciebie bezpieczne.
Przy ubezpieczeniu mieszkania sprawdzamy: kamienica czy nowy blok? Parter czy piętro? Czy jest piwnica? Jakie masz zabezpieczenia antywłamaniowe? Bo polisa, która chroni apartament w nowym budownictwie, może być dziurawa dla mieszkania w przedwojennej kamienicy z drewnianymi stropami.
Dla firm analizujemy: jaka branża? Jakie ryzyka specyficzne? Czy masz pracowników? Czy pracujesz z podwykonawcami? Czy przetwarzasz dane osobowe? Standardowa polisa OC działalności może nie obejmować rzeczy, które dla Twojego biznesu są kluczowe.
To zajmuje więcej czasu niż kliknięcie „kup najtaniej". Ale dzięki temu nasi klienci nie dzwonią z odmowami wypłaty. Bo ich polisy działają.
Chcesz sprawdzić, czy Twoja obecna polisa ma „dziury"?
Prześlij nam swoje OWU – przeanalizujemy je bezpłatnie.
Podsumowanie: cena to nie wszystko (i nawet nie najważniejsza rzecz)
Porównywanie ubezpieczeń po cenie to jak porównywanie samochodów po kolorze. Możesz trafić dobrze – ale to będzie przypadek, nie świadomy wybór.
Prawdziwe porównanie wymaga znajomości OWU, definicji, limitów i wykluczeń. Wymaga zadawania niewygodnych pytań: „A co jeśli...?". Wymaga czasu i ekspertyzy, której większość ludzi nie ma.
Dlatego istnieją agenci ubezpieczeniowi. Nie po to, żeby sprzedawać polisy – ale żeby chronić klientów przed kupowaniem ochrony, która nie chroni.
Pani Katarzyna z początku tego artykułu miała agenta. Pan Tomasz – porównywarkę. Obaj zapłacili podobnie. Tylko jedna z tych osób dostała odszkodowanie.
Wybierz mądrze. A jeśli nie masz czasu wybierać – pozwól, żebyśmy zrobili to za Ciebie.